Co jedzą przedszkolaki

Rodzice się buntują

Dosładzane posiłki, mało kasz, mało produktów niskoprzetworzonych, za dużo konserwantów – krakowscy rodzice buntują się przeciwko nieprawidłowemu żywieniu dzieci w przedszkolach. Do akcji Zdrowy Przedszkolak przyłączają się rodzice z całej Polski. Sprawa jest na tyle poważna, że zainteresował się nią rzecznik praw dziecka.

- Nie chodzi tylko o to, że w jadłospisach brakuje niektórych produktów, ale przede wszystkim o to, że jedzenie naszpikowane jest konserwantami – podkreśla Alicja Szwinta-Dyrda, pomysłodawczyni akcji Zdrowy Przedszkolak.
Proponuje, by białą bułkę z masłem czekoladowym zastąpić kaszą jaglaną z owocowym dodatkiem, napoje zwykłym kompotem, a zupy gotować nie na przyprawach z glutaminianem sodu, ale na warzywach. A na podwieczorek zamiast pączka – surowa marchewka lub jabłko. – Nie pozwalam swoim dzieciom jeść w przedszkolu, bo uważam, że za dużo w tych posiłkach chemii. Sama robię obiady i noszę je do dzieciom – mówi Alicja, której maluchy chodzą do przedszkola waldorfskiego przy ul. Królowej Jadwigi.

W podobnej sytuacji jest pani Joanna (nazwisko do wiadomości redakcji), której dziecko nie toleruje glutenu (składnik występujący m.in. w ziarnach zbóż). – W dietach przedszkolnych nie ma w ogóle kasz. Dzieci nie uczy się, że oprócz białego pieczywa jest też ciemne. Używa się za dużo produktów przetworzonych – zwraca uwagę pani Joanna.

- Przestałam się przyglądać menu, kiedy zobaczyłam w nim mortadelę – dodaje Dorota Smoleń, której syn chodzi do Przedszkola Samorządowego nr 58. – Zdaję sobie sprawę, że przedszkola mają ograniczone pieniądze na posiłki. Ale uważam, że kupowanie jogurtów typu Actimel to strata pieniędzy. Nie wierzę w jego zbawienne właściwości – zwraca uwagę pani Dorota.

Jadłospisom w przedszkolach regularnie przygląda się sanepid. – Jeśli jest źle skomponowany, placówki otrzymują polecenie wprowadzenia zmian – mówi Anna Armatys z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Alicja Szwinta-Dyrda podkreśla jednak, że czasem jadłospisy są dobrze opracowane, jeśli chodzi o węglowodany czy białka, ale nie zwraca się uwagi na to, czy są to produkty zdrowe, np. z ekologicznych upraw. – To ważne, gdzie się kupuje żywność – mówi pani Alicja.

- Coraz mniejsze dzieci trafiają do nas z otyłością. To między innymi wynik złego żywienia – zauważa Małgorzata Morawska, dietetyk z Centrum Leczenia Otyłości w Krakowie. Zwraca uwagę na to, że posiłki muszą być przede wszystkim wartościowe, a kanapka z nutellą to tylko źródło tłuszczu i węglowodanów. Dietetyk odradza też konserwanty. – Maggi, kostki rosołowe, „warzywka” poprawiają smak posiłków, ale lepiej byłoby z nich zrezygnować – twierdzi Morawska. Mało zdrowe są dla maluchów mortadele czy parówki. – Za dużo w nich tłuszczu – mówi dietetyk.

Sygnały o mało urozmaiconych posiłkach dotarły do rzecznika praw dziecka, Marka Michalaka. Wystąpił do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z propozycją zorganizowania kampanii edukacyjnej na temat zdrowego żywienia dzieci.

Elżbieta Duda, dyrektorka Przedszkola Samorządowego nr 82:

Przygotowujemy posiłki tylko ze świeżych produktów. Zakupy robimy na bieżąco. Wyjątkiem jest kukurydza z puszki, tuńczyk z puszki i mrożonki, które stosujemy zimą. Zupy gotuje się wyłącznie na warzywach i mięsie (bardzo rzadko na kościach). Sami robimy masło czekoladowe czy majonez. A na deser surowa marchewka lub jabłko.

Paweł Borodziuk, właściciel przedszkola waldorfskiego „Ziarenko”:
Mamy tylko posiłki wegetariańskie. Większość produktów to rzeczy ekologiczne, które kupujemy od dostawcy zdrowej żywności. Na stole często jest ser biały, nowalijki, urozmaicone gomasio (mieszanka sezamu i siemienia lnianego), które dzieci uwielbiają. Plus oczywiście coś na ciepło, np. gotowana wyłącznie na warzywach zupa jarzynowa.

Źródło: Polska The Times Polska Gazeta Krakowska, Katarzyna Ponikowska